Miała duże, zielone oczy.
Pod nimi wielkie fioletowe wory.
Znowu pociekła jej z oczu drobna, zimna łza.
'Tak bardzo cię kochałam...'
Szepneła trzymając w drżącej dłoni pudełko tabletek.
Wysypała wszystkie na spoconą dłoń i trzęsąc się włożyła je do ust, po czym popiła dużą ilością wódki.
Zamkneła, łzawiące powieki i ze szlochem skuliła się niczym bezbronny pies.
Po paru minutach, nadal trzęsąc się i szlochając, zapłakana - zmarła.
Jej delikatne serce przestało bić.
Bo..po co miało by bić, skoro nie mogło dla niego.
Skoro jej nie kochał.
Właściwie, już gdy jej to mówił, czuła jakby umierała. Jakby jej serce zatrzymało się na zawsze.
Ale to dopiero teraz, umarło.
Dopiero teraz, miała odwagę.
Miała odwagę, się z nim pożegnać.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuje za każdy komentarz ! <3 Napewno się odwdzieczę. :3